Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anna. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 5 maja 2016

18. Paciorkowate oczy z rządzą mordów

2 komentarze:
Po zakończonej bitwie na jedzenie i posprzątaniu, zostaliśmy wszyscy odprowadzeni wprost pod komnatę już chyba 4 przybyłego. Tym razem udało się nawiązać kontakt, jednak strasznie krótki. Zaraz kazano nam wszystkim wyjść i dać odpocząć Lunie.
Myślałam, że spędzę spokojnie popołudnie. Niestety nie było mi to dane z powodu przybycia straż oraz jakiś złodziejek -  tyle udało mi się dowiedzieć na temat od Kristoffa.
Spodziewałam się raczej nudnego przesłuchania, a tam - krew oraz magia! Nie no żart. Aż tak teatralnie nie było. Krew była w śladowych ilościach, magia była w postaci rośllin.
Okazało się, że obie dziewczyny są z Nasturii. Słysząc to słowo od razu przeszły mnie ciarki.
Wraz z prośbą odejścia staruszki oraz zapytaniem czy czegoś nie potrzeba przybyszkom, audiencja się skończyła i każdy się rozszedł do swojego pokoju. No może prawie każdy - Kristoff został poproszony o przyprowadzenie paru służących, a Elsa została z czarno i rudowłosą.
Jako, że nie miałam co robić, chciałam trochę poodwiedzać gości. Niestety blondyn odciągnął mnie od tego pomysłu - dosłownie
– Daj ludziom żyć, kobieto!
– Ale ja chciałam tylko zobaczyć, czy wszystko u niej w porządku! - broniłam się oraz próbowałam wyrwać swoją drobną rękę z uścisku.
– Lekarz do niej zaglądał pół godziny temu!
Jak to można było się spodziewać - mój chłopak wygrał. Udało mu się też namówić na spacer po lesie.
Szliśmy spokojnie jedną z dróg, kiedy trafiliśmy na złamane drzewo oraz wyrytą ziemię prowadzącą w prostej linii do nieszczęsnej sosny. Miałam już się zapytać co tutaj się stało, ale ręka blondyna zatkała mi usta. Spojrzałam na niego, a po chwili w miejsce gdzie patrzył się on. Między drzewami widniał jakiś dziwny kształt. W ostatniej chwili, za nim o mało co nie zostałam pozbawiona ramienia udało mi się ujrzeć dwa paciorkowate oczka łypiące na naszą dwójkę.
Kiedy udało nam się uciec z tamtego miejsca i zatrzymać się w odpowiedniej odległości, oboje dyszeliśmy jak po przebiegnięciu wielkiego wyścigu. Oparłam się o bramę miasta i osunęłam się w dół siadając na brudnej ziemi.
– Ten bałwan przywlókł to jakieś szkaradztwo! - zaczął krzyczeć Kris, kiedy tylko unormował oddech.
– Więc trzeba z nim porozmawiać. - odpowiedziałam starając się wstać.
"I to natychmiast." Dodałam w duchu.
Po nie całym kwadransie byliśmy pod bramami zamku. Stamtąd, biegiem ruszyliśmy w poszukiwaniu białowłosego. Znaleźliśmy go, o dziwo, w swojej komnacie.
— Co ty ulicha ze sobą przyprowadziłeś!? - krzyknęłam napierając na Frost'a.
– Ale o co Ci chodzi? - zapytał widocznie zdezorientowany.
– Czarny piasek, paciorkowate oczy z widoczną rządzą mordu, twoja sytuacja odnalezienia się tutaj. Coś Ci to mówi?
W jednej sekundzie oczy chłopaka stały się wielkości spodków od herbaty i zdążył wybiec z pomieszczenia przy okazji wpadając na Thalię.
– A temu co się stało? - zapytała poprawiając sukienkę.
– No bo szliśmy spokojnie lasem i nagle coś zwierzopodobnego z z czarnego piasku zaczęło się na nas patrzeć i to wszystko się stało w miejscu, gdzie Kristoff go znalazł, więc przyszliśmy do niego. A on od tak wybiegł.
Czarnowłosa poruszyła się niespokojnie i jednak po chwili odezwała się spokojnie.
– Jesteście pewni, że to stworzenie było z piasku?
– Czy ty myślisz, że powariowaliśmy? Nie widziałaś jak Frost wybiegł na informacje na temat tego "czegoś"? - zaczął rzucać oskarżeniami blondym przy okazji przeczesując włosy ze zdenerwowania.
– Nie! Nie mogłam by! Poza tym, chciałam się tylko upewnić, bo też mam pewne domysły. - wytłumaczyła się dziewczyna. - Muszę już iść, a wy lepiej wypijcie coś na uspokojenie, bo jeszcze na serio uznają was za nieobliczalnych.
Kiedy dziewczyna potruchtała na odpowiednią odległość, odwróciłam się do stojącego za mną chłopaka i złapałam go za rękę równoznacznie odciągając go od wyrwania sobie włosów. Chwyciałam ją jeszcze mocniej powoli ciągnąc blondyna w kierunku kuchni, aby zrealizować pomysł Thalii.
Wzięłam osobiście herbatę i skierowałam się w kierunku swojej oraz Kristoffa komnaty w celu wypoczęcia oraz ułożenia swoich myśli.
---------------------------------------------
Hej! Rozdział o dziwo napisany w jeden dzień, do tego w majówkę więc jest na serio szybko xD. (Drogi idioto przypomnij sobie, że ostatni rozdział był 15 kwietnia...).... Dobre jednak nie tak szybko xD
Bez zbędnych formalności - Elsa/Jack zapraszam do pisania! :) Już nie wiem czy ktoś jest za Else czy nie więc pisze o tak :P.
- Ania i Ola C:

wtorek, 19 stycznia 2016

10. U nas jest chyba jakiś zjazd o którym nie wiemy...

2 komentarze:
- Trzeba go przesłuchać, ja Ci mówię! A może po prostu się zgubił w naszym królestwie? Albo jest przysłany przez Hansa, ale może być przyjazny i na dodatek wygląda tak słodko koło Elsy... Kochanie, ty mnie słuchasz? - zapytałam w końcu po 5 minutach patrzenia się na nieobecną twarz blondyna.
- Tak, oczywiście.
- Więc jak mówiłam. Pójdziemy tam w nocy, przywiążemy go do krzesła, weźmiemy do pokoju bez okien i przy świeczce go przesłuchamy. Wtedy na pewno powie prawdę! - rzuciłam podsumowaniem mojego wywodu na temat przesłuchania tego dziwnego przybysza.
- Yyyyyy.... Ale o kim ty mówisz? - To było oczywiste Aniu, oczywiste!
- Wiedziałam, że mnie nie słuchasz! - natychmiast przybrałam pozę oskarżycielską, jeżeli tak można nazwać nerwowe tupanie nogą oraz zakładanie rąk na biodra lub pierś. - Cały czas mówię o Jacku!
- Na początku gadałaś o sukienkach! - podniósł ręce na znak pokoju.
- Nieważne - machnęłam ręką na znak zapomnienia. - Elsa nie byłaby zadowolona z czegoś takiego...
  Mimo że byliśmy w połowie drogi do końca naszej trasy to zawróciliśmy do pałacu. Kiedy wchodziliśmy już po schodach, nagle zza rogu wybiegła moja siostra. Oboje spojrzeliśmy pytająco na nią, a ona od razu odpowiedziała.
- Ktoś jest pod bramami - powiedziała, nadal idąc przed siebie nie zwracając większej uwagi na lecącego za nią Jack'a.
  Razem podeszliśmy do bramy, za nią nie było miłego widoku. Na chodniku klęczała jakaś dziewczyna, wyglądała jakby ją ktoś dosłownie przed chwilą pobił. Krew po prostu z niej ściekała.
- Bła - agam, pomocy... - zdążyła zaledwie powiedzieć parę słów i od razu zemdlała.
  Usłyszałam swoje imię z ust Kris'a, od razu widząc stan mojej siostry i wzrok blondyna, wiedziałam co zrobić. Nawet nie wiem kiedy chłopaki zniknęli tak samo dziewczyna.
  Po pewnym czasie kiedy siostra się uspokoiła, postanowiłyśmy pójść poszukać Jacka i Kristoff'a. Znaleźliśmy ich po 15 minutach błąkania się po zamku co jakiś czas pytając służby czy ich nie widzieli.
  Wszyscy czekaliśmy pod drzwiami do pokoju gościnnego, aż wyjdzie lekarz. Wyszedł kilka minut potem od razu zdając relacje. Kiedy Elsa go odprawiła każdy odetchną z ulgą, lub przynajmniej ja. Od razu zaproponowałam żeby każdy poszedł już spać. Jedynie Jack'owi nie podobał się pomysł z powodu głodu. Elsa zadeklarowała się, że zaprowadzi go do kuchni, więc ruszyłam spokojnie do swojej sypialni.
  Rano obudził mnie dźwięk upadku tuż pod moim pokojem, okazało się, że to jedna ze służących wywróciła się śpiesząc. Podobno jakieś dwie dziewczyny przybyły do nas z daleka. Czy to u nas jakiś zjazd czy coś i my o tym nie wiemy, że tak ostatnio dużo przyjezdnych?! Nie ważne. Postanowiłam jeszcze przed śniadaniem porozmawiać Elsą i może zobaczyć nowo przybyłych gości. Ubrałam się i od razu poszłam w kierunku gabinetu blondynki. Tak jak się spodziewałam, była tam z dwiema postaciami. Od razu usłyszały moje wejście i odwróciły się moją stronę.
-... A to właśnie moja siostra Anna. - odparła królowa pokazując na mnie ręką, podeszłam bliżej przyglądając się dziewczynom. One też nie były mi dłużne i tak samo się patrzyły na mnie.
- Witam was w Arendell.. - powiedziałam uroczystym głosem, jednak po chwili już się uśmiechałam łagodnie. - Ania miło mi was poznać...?
- A tak, jestem Vanessa.
- Thalia.
-  Vanesso i Thalio.
- Aniu pójdź po Kristoff'a, zaraz śniadanie.
- No tak! Do zobaczenia przy stole! - krzyknęłam wypadając z pomieszczenia jak torpeda.
  Pognałam jak najszybciej do stajni, tam, jak zwykle, spał sobie smacznie mój chłopak ze swoją małą gitarą na brzuchu.
- Kristoooooff!!!! - krzyknęłam tuż nad uchem chłopaka. - Wstaaawaaaj!!! - Widząc, że same zdzieranie gardła nie działa zaczęłam szarpać go za ramiona.
- Już... wstaję... - mruknął przekręcając się na drugi bok, jednak po chwili gwałtownie się podniósł. Znowu pozycja oskarżycielska.
- Nareszcie! - wykrzyknęłam,
- Coś się stało? - wstał, przez co teraz ja musiałam zadzierać głowę do góry,
- Jak ty wyglądasz! Chodź tu... - zaczęłam strzepywać z niego słomę. - I tak, stało się. Godzinę temu przybyli do nas goście z prośbą o wskazanie jakiegoś miejsca na nocleg, więc Elsa zaproponowała komnaty.
- To ilu ich jest?
- Ile, nie ilu. - poprawiłam go przy okazji kończąc układać włosy - To dwie dziewczyny. Jedna zachowuje się trochę jak szpieg. I w dodatku ma rude włosy... Może Hans ją przysłał?
- Hans siedzi w więzieniu, kochanie...
- Racja. W sumie to może być miła. Teraz wszyscy są na śniadaniu to je poznamy. Właśnie! Ja tu gadam, a miałam cię szybko do jadalni zaprowadzić! Idziemy! - zarządziłam, wiedząc, że i tak już jesteśmy spóźnieni.
 Po 5 minutach oboje już byliśmy w jadalni, wszyscy czekali tylko na nas. Elsa zapoznała od razu Kris'a z nowymi gośćmi. Siadłam obok blondynki nakładając sobie po trochu z każdego półmiska. Trudno było nie zauważyć dziwnego wzroku dziewczyn zatrzymanego na Jack'u. Moja siostra właśnie miała chyba coś powiedzieć jednak przeszkodził jej białowłosy, który zaczął znienacka się krztusić. Nikt nie wiedział o co chodzi, po chwili okazało się, że zjadł krewetki w pancerzach do tego ostrym sosie. Czarnowłosa zaproponowała pomoc jednak wszyscy zwrócili wzrok na Kristoff'a, z resztą ja też.
- Sytuacja opanowana, moi drodzy - obwieścił już normalnie Jack, zasiadając po chwili do stołu ponownie.
  Nie zdążyłam podnieść widelca do ust, a ktoś wleciał do pomieszczenia.
 - Pacjentka się budzi! - ogłosił mocno czerwony na twarzy lekarz. 
  Każdy, oprócz nowo przybitych osób, gwałtownie wstał i ruszył do pomieszczenia rannej. Vanessa i Thalia były nieco zdezorientowane, ale poszły za nami. Wpadliśmy do pokoju zapełniając jedną drugą pomieszczenia. Dziewczyna była cała w bandażach i wierciła się niemiłosiernie. Przypominało to pobudkę białowłosego, tyle, że nie było tak dużo tego czarnego "piachu". Dziewczyna dostając co raz większych drgawek po niespełna 3 minutach osiągnęła punkt kulminacyjny który nastąpił wraz z krzykiem.
- Iris, nie! - krzyknęła podnosząc się do pozycji siedzącej, jednak nie na długo.
  Grymas bólu pojawił się na jej twarz zmuszając ją do leżenia. Na chwilę przymknęła oczy normując oddech. Elsa wraz z doktorem podeszli bliżej próbując nawiązać rozmowę z dziewczyną, niestety na marne. Lekarz stwierdził, że to z powodu zdarcia gardła.
  Wiedziałam, że wraz z chłopakami i naszymi gośćmi na nic się nie przydamy, więc zarządziłam wrócenie do jadalni.
- Elsa gdyby coś ruszyło się w sprawie tej dziewczyny, od razu przekaż mi. Dobrze? - zapytałam, jako ostatnia wychodząca z pokoju.
- Oczywiście... - odpowiedziała, uśmiechając się do mnie.
  Po chwili wróciłam do reszty. Wchodząc do pomieszczenia o mało co nie dostałam galaretką w twarz... 
------------------------------
Hej! Rozdział wyjątkowo szybko (jak na mój ostatni miesiąc, strasznie zawalony dlatego xd) i dlatego zaciesz! :D Teraz pisze Jack! Zapraszam też do posta niżej na zgłoszenia do pisania postacią Elsy ^^
-Ola i Anna

środa, 21 października 2015

2. Dziwny facet co twierdzi że umie latać jest u nas w zamku! Zapowiada się ciekawie..

10 komentarzy:

Nie wiem jak,  nie wiem skąd ale nagle w Arendell pojawił się jakiś chłopak. Znalazł go Kris na jedynch z wypraw w góry po lód. Siedziałam razem z moją siostrą i nadwornym lekarzem w komnacie białowłosego kiedy podczas jednego z rutynowych badań coś zaczeło się dziać. Szybko wybiegłam po mojego chłopaka aby jako jeden z pierwszych mógł się dowiedzieć prawdy. No bo oczywiście wieść o tym przypadku rozniosła się w expressowym tępie, z resztą różne teorie o tym jak się to stało i po co przybył też.
-KRIIIISTOOOF! - Krzyknełam kiedy byłam blisko baru w którym zapewnie przebywał blondym.
Szybko wbiegłam o mało co nie wywalając się o własną sukienkę. Po odnalezieniu wzrokiem Kristoffa rzuciłam mu się na szyje. Za chwilę karczmarka trzasnęła drzwiami i zaraz wróciła z tacą, na której stała herbata w filiżance i ciastka.
-Może Wasza Wysokość się poczęstuje? - Zapytała się mnie przy okazji ukłaniając się.
-Dziękuję, ale nie. - Pokręciłam głową. -Chodź Kris, muszę ci coś powiedzieć! -podekscytowana pociągnęłam go za sobą.
Nagle poczułam że już nie dotykam gruntu, a zostałam wzięta na ręce, zaraz potem wsiedliśmy na Svena.
-Na dziedziniec! - Krzyknęłam, renifer pognał do przodu.
Po drodze zaczęłam opowiadać.
-W końcu się dowiemy wszystkiego! Ludzie roznoszą tyle plotek, że połapać się w tym nie można. A jak się pospieszymy to będziemy znać prawdę pierwsi!
Bardzo szybko znaleźliśmy się w pałacu. Nie zwracając uwagę na Krisa zeskoczyłam z zwierzaka i pobiegłam do środka.
-Kristoff, szybciej! - Krzyknełam widząc w oddali blondyna.
-Ale do czego mam się spieszyć? -pobiegł za mną na wyższe piętro.
-Ten chłopak się budzi! -skręciłam w jeden z wielu korytarzy i wyhamowałam tuż przed drzwiami do komnaty.
Zapukałam i po cichutku weszłam za parę sekund tak samo wszedł chłopak.
Co to jest? -Wskazałam palcem na poduszkę.
Pościel była cała w czarnym piasku. Lekarz i Elsa zmarszczyli brwi.
-Jeszcze kilka minut temu tego tutaj nie było... -mruknęła nieco zdziwiona siostra.
Chłopak zaczął wiercić się coraz bardziej. Medyk patrzył na to z niepokojem, chyba niezbyt wiedział co robić. Nagle białowłosy poderwał się do pionu z krzykiem „nie!”. Zaczął nerwowo rozlgądać się po pokoju aż jego wzrok zatrzymał się na naszej 4. Kiedy otrząsnął się z pierwszego szoku przywitał się.
-Witam drogie panie, szanownego pana - tu spojrzał na faceta w fartuchu. - i wikinga -przeniósł wzrok na Kristoffa. -Na imię mi Jack. Jack Frost. Mogę wiedzieć gdzie jestem?
Elsa nie dała się zwieść zalotom Jacka. Odprawiła lekarza i zwróciła się do wyżej wymienionego.
-Sądzę, że najpierw wytłumaczysz się ty. -stwierdziła lustrując chłopaka.
- Yyyyy to tak, - Zaczął próbując wstać ale konkrtetnie było widać że przez tą próbe jeszcze gorzej się poczuł. - pamiętam że leciałem aż nagle jakiś dziwny podmuch wiatru zepchnął mnie tak że straciłem kontrolę i uderzyłem w drzewo... Dalej jedynie co pamiętam to jak właśnie się przebudziłem tutaj... - Kiedy kończył już mówił słabym głosem.
- Tyle wystarczy. - Ucieła Elsa. - Widać że jesteś jeszcze osłabiony mimo już nie widocznych ran. Idź spać spokojnie a ja przyjdę jeszcze wieczorem. Aniu, Kristoffie chodźmy już. - Dokończyła otwierając drzwi do wyjścia.
Oboje wyszliśmy bez słowa. Zanim jeszcze rozeszliśmy się w swoje strony zdążyliśmy z siostrą wymienić pare zdań na temat chłopaka. Ja z blondynem ruszyliśmy w stronę wyjść aby pójść do ogrodów na przechadzkę a El w stronę gabinetu.
-Ania
--------------------------------------------------
Ja tego nie napisze w godzinę!? Ja tego nie napisze w godzine!? XD powinnam się z tobą Wiktoria założyć o coś xD.
Tak tak o to ja zła i niegodziwa Ola Frost która nie pisała prawie miesiąc ;____; ale zaraz wymówka że szkoła (ale przecież to nie wymówka!). Więc jak jest się w szkole co ma 10 uczniów na klase i znajdą na każdego sposób to człowieku broń sie rękami i nogami przed sprawdzianami xD. Jak macie zamiar mnie zabić? XD Teraz następna osoba czyli Elsa/Iza ^^
-Ola