Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gabriela. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gabriela. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 25 sierpnia 2016

21. Królewski ogród

2 komentarze:


 dla Amy [*]

__

Arendell, małe państwo o zaskakujących krajobrazach jak i mieszkańcach. Magia jest tu akceptowana i każdy chciałby posiadać jakąś magiczną umiejętność, którą mógłby coś zmienić. Jednak nie każdy zasługuje na taki dar, który przysługuje nielicznym. Są nimi wybrańcy, którym sam wielki księżyc przekazał małą część swojej mocy. Niektórzy się z nią urodzili, a inni zostali nią obdarowani po śmierci. Dla niektórych ta moc jest czymś wyjątkowym, a dla innych przekleństwem, przez które cierpią inni. Niestety nie każdy ma tyle szczęścia i odkrywa swoje umiejętności przy kimś kto wie co robić i jak pomóc opanować dar. Gdy jest się samemu dzieją się złe rzeczy i obdarzony czuję się wyrzutkiem, ale wystarczy jedna osoba, która będzie przy niej i wesprze ją w trudnych chwilach. Tak miała królowa tego pięknego kraju. Elsa nie miała nikogo, kto by ją zrozumiał. Dlatego jedynym rozwiązaniem było ukrywanie swoich zdolności. Jednak gdy w nieszczęśliwym wypadku prawie straciła swoją siostrę zrozumiała, że tak naprawdę potrzebowała jej. To dzięki Annie zrozumiała, że tylko miłość pokona strach.
            Wiele myślałam o tym co mi powiedziała królowa. Jej historia przypominała mi opowieść o zrodzonej, przeklętej i ożywionym. Hmm, była to stara legenda o dzieciach księżyca obdarzonych mocą lodu. Każde z nich miało inną historie i czas w którym żył, a jednak pewnego dnia spotkali się i wtedy nastąpiła ciemność. Jednak to tylko legenda i nie sądzę, że dotyczy ona Elsy. Z tego co mi mówiła, nie miała styczności z kimś o podobnej mocy, albo mi nie mówiła…

***

            Często zastanawiałam się, jak żyje się w zamku. Jak wyglądają te fikuśne ozdoby i dywany oraz komnaty. Nie sądziłam, że kiedykolwiek będę miała okazję spędzić noc w takim zamku. Zaraz po tym jak uleczyłam Willow i porozmawiałam z królową o przeszłości, poczułam zmęczenie. W końcu zużyłam dużo energii na obronę i uleczenie mojej płomiennej towarzyszki, a najbliżej księżycowe kwiaty rosną w moim starym domu. Elsa zauważyła to i zaproponowała, że odprowadzi mnie do komnaty, gdzie będę mogła odzyskać siły. Pomieszczenie okazało się być ogromne i  gustownie urządzone, choć dla mnie z lekkim przepychem.
- Mam nadzieję, że szybko nabierzesz sił i niczego ci tu nie zabraknie. Jeśli będziesz czegoś potrzebować, wystarczy, że poprosisz. – powiedziała królowa, kiedy ja podziwiałam wystrój.
- Dziękuję wasza wysokość. – ukłoniłam się i uśmiechnęłam się do Elsy, a ta wyszła i zostałam sama. Tak jak rok temu, zupełnie sama. Westchnęłam tylko i usiadłam na łóżku, olbrzymim łożu z baldachimem. Nie przywykłam do takich wygód, przeważnie sypiam albo na ziemi, albo twardym łóżku, a to dla mnie zbyt dużo. Podniosłam się szybko i zaczęłam swoje czary. Z rąk zaczęły mi wyrastać pnącza które zaczęły tworzyć coś na kształt wielkiej łzy, którą jakby przykleiłam do sufitu. Utworzyłam wejście do mojej kołyski i uformowałam ją w taki sposób, że mogę spokojnie do niej wejść i położyć się. Zgarnęłam z królewskiego łoża tylko małą poduszkę i narzutę, która posłuży mi jako kołdra. Z uśmiechem na ustach weszłam do mojej kołyski i ułożyłam się wygodnie na plecach.  Spojrzałam do góry i tuż nad swoją głową, wśród pnączy stworzyłam masę moich kwiatów, które swoim delikatnym pyłkiem ukołysały mnie do snu, jak księżyc, który świeci za oknem i pilnuje swoich dzieci….

***

Obudziły mnie pierwsze promienie wschodzącego słońca, które od razu przypomniało mi o mojej towarzyszce. Szybko wstałam wyszłam z mojej kołyski i pobiegłam w stronę komnaty Willow. Nie była daleko, więc szybko znalazłam się obok mojej pacjentki. Tak jak przypuszczałam potrzebowała czegoś na ból, więc podałam jej dzwoneczka księżycowego, który jest lekarstwem na każdy rodzaj bólu fizycznego. Zjadła kwiat, niechętnie, ale zjadła. Chwilę porozmawiałyśmy, ale czułam, że niezbyt klei się rozmowa, więc wyszłam zostawiając ją samą.
            Postanowiłam zwiedzić zamek i okoliczny ogród, którego najbardziej byłam ciekawa. Chodziły legendy, że to właśnie tutaj można spotkać lodowy kwiat. Jest to kwiat, który został stworzony przez człowieka, a nie matkę naturę. Podobno sama królowa stworzyła ten kwiat i tylko ona może go dotykać, ponieważ jest stworzony z lodu, a tylko ona ma tak niską temperaturę ciała, że się nie topi. Dlatego ten kwiat jest tak wyjątkowy, a ja mam wielką ochotę go zobaczyć. Jedyny problem w tym, że nie wiem, gdzie znajduje się ogród. Przeszłam zamek wzdłuż i wszerz, ale nigdzie nie widziałam przejścia do ogrodu. Mijała mnie służba wielokrotnie pytając, czy nie mam ochoty zjeść śniadania, ale ja ciągle odmawiałam tłumacząc się, że wolę zaczekać, aż wszyscy wstaną. Od królowej Elsy wiem, że w zamku jest ostatnio coraz więcej gości z przeróżnymi zdolnościami. Nie wiem czy to nic nadzwyczajnego, czy przypadkiem nie zbliża się coś strasznego, a księżyc stara się nas zebrać w jednym miejscu, żebyśmy razem podołali tej próbie.
            Tak jak mówiłam, obeszłam cały zamek, no prawie. Właśnie idę do ostatnich drzwi, które przykuły moją uwagę. Nie wyglądały jak drzwi do sypialni, ani jakiegoś ważnego pomieszczenia, ale były ozdobione w kwiaty. Róże, lilie, konwalie, dalie, astry, a co najważniejsze w lodowy kwiat. Lekko pchnęłam drzwi, a moim oczom ukazał się piękny i zadbany ogród. Pełno w nim było pospolitych jak i rzadkich kwiatów. Ogród królewski jest olbrzymich rozmiarów oraz jest pełen przeróżnych kwiatów, które gdy tylko weszłam, zaczęły do mnie mówić. Każdy z osobna prosił o chwilę uwagi, ale ja musiałam iść dalej, coś ciągnęło mnie w stronę najdalszego zakątka ogrodu. Czułam magię, która płynęła z tamtej strony i aż sama prosiła się, żeby do niej podejść. Zbliżając się, czułam, że temperatura spada.
- Przydałaby się Willow. – szepnęłam, a z moich ust wydobyła się para. Nie przykuła na długo mojej uwagi, ponieważ przed sobą zobaczyłam coś niezwykłego. Pole pełne lodowych kwiatów. Kwiat, który jest najbardziej majestatyczny, a wygląda jak śnieżynka. Łodyżka wydaje się być zrobiona z lodu. Niezwykłe, a do tego żywe. Słyszę jak do mnie mówią, jak pragną uwagi. Nikt się nimi nie zajmuje z wyjątkiem królowej, bo tylko ona jest w stanie spełnić ich zachcianki. Chcą latać, wypuścić całą swoją magię.
- Proszę, to dla was, lećcie. – szepnęłam i położyłam swoje dłonie na ziemi. Przesłałam swoją energię w ich stronę. Czułam ich radość, a chwilę potem poleciały. Naprawdę. Kwiat odczepił się od łodyżki i poleciał do góry, zostawiając za sobą płatki śniegu, które wydostawały się jakby od tych kwiatów. To jest piękne.
- Nie wiedziałam, że one tak potrafią. – usłyszałam za sobą głos i jak najszybciej odwróciłam się.
- Potrafią jeszcze więcej tylko trzeba umieć słuchać. – uśmiechnęłam się do królowej i razem z nią oglądałyśmy jak kwiaty lecą do góry, a potem zmieniają się w płatki śniegu.
- Przyszłam zaprosić cię na śniadanie. Na pewno jesteś głodna, a przy okazji poznasz wszystkich gości, którzy przybyli do zamku.
- Z przyjemnością przyjmę zaproszenie, a czy moja towarzyszka również idzie z nami? – spytałam otwierając drzwi przed Elsą.
- Oczywiście, już na nas czeka razem z wszystkimi. – uśmiechnęła się pokazując swoje śnieżnobiałe zęby. Wtedy przyjrzałam się jej dokładniej. Jej platynowe włosy pięknie pasowały do błękitnych oczu, a jej blada skóra odziana jest w zjawiskową suknię, która wydaje się być zrobiona z lodu. Spojrzałam na siebie, wciąż mam na sobie swoją starą bordową suknię, która uszyła mi babcia. Nie pasuje za bardzo na królewski dwór, ale jeśli trochę się wysilę … 
            Skupiłam się na kształcie i kolorze oraz na materiale jaki ma powstać. Przyłożyłam dłoń do mojej starej sukienki i poczułam jak rośliny zaczynają oplatać moje ciało. Suknia zaczęła się zmieniać. Powstawało wiele falbanek w kolorze ciemnej zieleni, a rękawy wydłużyły się. Powstała skromna, ale piękna suknia idealna dla mnie.
- W zieleni ci do twarzy. – podsumowała królowa, gdy tylko zobaczyła zmianę w moim ubiorze.
- Dziękuję wasza wysokość – ukłoniłam się i poprawiłam zagubiony kosmyk włosów, które szybko spięłam w wysoką kitkę. Zobaczyłam, że zbliżamy się do wielkich drewnianych drzwi, które zapewne prowadzą do jadalni. Nagle poczułam jak cała odwaga mnie opuszcza, a pozostał jedynie strach przed tym jak ocenią mnie inni. Otworzono przed nami ciężkie wrota, które odsłoniły wielkie pomieszczenie w którym znajduje się marmurowy kominek. Okna oświetlają całe pomieszczenie po środku którego znajduje się wielki stół, przy którym znajduje mnóstwo osób. Część z nich już widziałam gdy razem z Willow postawiono nas przed sądem królewskim za kradzież. Zobaczyłam również moją towarzyszkę z Nasturii , która wesoło gawędziła z jakąś blondynką. Wszyscy jednak przestali rozmawiać, gdy weszłam razem z królową.
- Moi drodzy, poznajcie Gabrielę Swan. – ukłoniłam się i czekałam, bo tylko to mi pozostało.

______________
Tak jak widzicie, rozdział czeka na przeczytanie.
Cieszę się, że dalej piszemy i możemy dzielić się z wami naszą wyobraźnią.
 Niestety wakacje się kończą i zaczyna szkoła, 
niektórzy kontynuują swoją naukę w kolejnych kasach,
a inni zmieniają szkołę.
Ja postanowiłam się wam pochwalić 

dostałam się na studia do Wrocławia i to z pierwszego sortu! ;-D
czas na 7 godzin autokarem co jakiś czas :-P 
Życzę wam udanej końcówki wakacji oraz super roku szkolnego,
powodzenia w szkole i ewentualni w dostaniu się do wymarzonej szkoły ;-)
mam nadzieję, że te wakacje wam się udały, a następne przyjdą szybko ;-) 
 Oddaję internetowe pióro następnej osobie i życzę weny ;-)

czwartek, 3 marca 2016

15. Niech żyje strach

4 komentarze:

Willow to dość….emm… nietypowa dziewczyna, niby na statku wyglądała na przerażoną nastolatkę, ale gdy tylko znalazłyśmy się na targu z łatwością ukradła bochenek chleba. Oczywiście, że zareagowałam, uczono mnie, że kradzież jest zła. Jeśli coś chcesz musisz na to zapracować. Niestety, trochę mnie poniosło i zaraz goniła nas straż i ta staruszka ze straganu. Biegłam za Willow w stronę lasu, który mógł nam dać schronienie, ale gdy tylko dobiegłam do pierwszego drzewa, czarnowłosa zniknęła mi z pola widzenia. Szukałam ją chwilę, ale gdy tylko stanęłam obok wielkiego drzewa, poczułam jak coś, a raczej ktoś na mnie ląduje, a potem była już tylko ciemność.

***

- Wstawać złodziejki, zaraz staniecie przed królową. – usłyszałam te zimne słowa, a chwilę później dostałam czymś mokrym w twarz. Otworzyłam natychmiast oczy i z przerażeniem zauważyłam, że leżę na ziemi pod Willow, a nad nami stoi grupka wieśniaków z babcią ze straganu na czele.
- Rozejść się, zabieramy te dwie do zamku. – krzyknął jakiś strażnik i podniósł nas z taką łatwością jakbyśmy ważyły tyle co piórko. Spojrzałam na moją towarzyszkę lecz ta patrzyła się ze smutkiem w dół.
-Mówiłam, że przyciągam kłopoty.- Strażnicy ciągnęli nas przez całe miasto, robiąc z nas pośmiewisko. Babcia cały czas z uśmiechem na ustach szła obok nas i pewnie zastanawiała się nad karą dla nas. Jednak gdy tylko podeszliśmy pod bramy zamku, moją całą uwagę przykuł wygląd tej olbrzymiej budowli. Cały zamek zachwyca swoim pięknem, zaś lodowe elementy sprawiają, że wygląda jakby był ze szkła. Gdy weszliśmy na dziedziniec przytłoczyły mnie monumentalne lodowe rzeźby. Każda wykonana z precyzją i dokładnością, ukazująca najmniejsze szczegóły. Wyglądają wręcz jak prawdziwe…
Strażnicy przeprowadzili nas przez zamek i zaczęli prowadzić w stronę wielkich drzwi, ozdobionych w delikatne śnieżynki. Jeden ze strażników pchnął z całej siły drzwi, które obiły się głośnym hukiem o ścianę. Wprowadzono nas do środka, a za nami dalej szła ta stara jędza, wymachując swoją laską.
- Już wy zobaczycie, co to sprawiedliwość! - krzyczała - Odechce się młodzieży okradania straganów! Już ja wam mówię, popamiętacie to wszystko! – W tym momencie się opamiętałam i zaczęłam stresować, nie znam tej królowej, a z tego co słyszałam goście z Nasturii nie są tutaj mile widziani. Nie dziwie się, książę Hans wyrządził tutaj wiele złego, ale mam nadzieję, że królowa nie będzie na nas patrzeć przez jego pryzmat.
- Wasza Wysokość - strażnicy i staruszka ukłonili się, zaś nas rzucono na kolana.
- Co się stało? - zapytała platyno włosa królowa. Zdziwiłam się, wygląda nie niewiele starszą ode mnie, ale sam jej wyraz twarzy  sprawia, że wydaje się być starsza.
- Te dwie dziewczyny okradły mój stragan! - krzyknęła staruszka.
- Dobrze, co ukradły? – ta spojrzała na nas niepewnie, a ja nie wiedziałam co robić,
- Bochenek chleba! Świeżutkiego pieczywka, Jaśnie Pani! Przyszły obie i okradły, a potem bezkarnie śmiały mi się w twarz zrzucając mój towar na ziemię! - ta starucha wymyśla, spojrzałam na nią przerażonymi oczami. Ta niepozorna staruszka kłamie jak  nut, jakby miała dostać za to wór pieniędzy.
- To nie prawda! – krzyknęła Willow, jednak zaraz została uciszona. Jeden ze strażników uderzył ją tak mocno, że uderzyła głową w podłogę. Krzyknęłam, to było ponad moje siły. Serce zaczęło mi szybciej bić, a ja doczołgałam się do mojej towarzyszki.
- Cicho, królowa nie udzieliła ci głosu. – widziałam jak chciał ponowić uderzenie, tylko tym razem skierowane w moją stronę. Strach wygrał. Zacisnęłam pięści, a z ziemi jakby z znikąd wyrosły wielkie pnącza, które oddzieliły nas od mężczyzny. Zapadła cisza, którą postanowiłam wykorzystać i jak najszybciej mogłam wyczarowałam nagietka. Potarłam jego kwiat i przyłożyłam do krwawiącej rany Willow. Rozdarłam kawałek swojej spódnicy i zrobiłam z tego prowizoryczny opatrunek.
- Wszystko okej? – spytałam ją, a ta tylko pokiwała głową i spróbowała się podnieść. Powstrzymałam ją ręką. – Musisz siedzieć, to może być wstrząs mózgu. – westchnęła zrezygnowana i spojrzała na otaczających nas ludzi. Też spojrzałam w ich stronę, lecz mnie interesowało jedynie zachowanie królowej, która patrzyła w moją stronę nie z przerażeniem tylko z zainteresowaniem, tak jak reszta jej towarzyszy. Władczyni szybko przeniosła spojrzenie na strażników.
- Zapłaćcie jej za ten chleb i odprowadźcie do wioski. Sama się zajmę naszymi złodziejkami. – babka spojrzała rozczarowana na królową, ale wszyła za strażnikami kłaniając się przedtem. – Byłabym wdzięczna gdybyś usunęła te pnącza zanim sufit zwali się nam na głowy.  – Kiwnęłam głową na zgodę i podeszłam do mojej roślinnej bariery i położyłam na niej delikatnie dłoń.
 - Możesz już się schować, niebezpieczeństwo minęło, ale powoli. – gdy tylko pnącza się schowały z podniesionym czołem i drżącym głosem odezwałam się do królowej, pamiętając oczywiście o okazaniu szacunku.
- Nazywam się Gabriela Swan, a to Willow Fouco. Oskarżenia rzucone przez tę kobietę nie są do końca prawdziwe. Wzięłyśmy chleb, ale tylko tyle. – Willow pokiwała głową potwierdzając moje słowa.
- Wierzę ci, jednak nigdy was tu nie widziałam. Skąd pochodzicie? – królowa już z milszym nastawieniem spojrzała w naszą stronę.
- Pochodzimy z Nasturii. – Willow zabrała głos i może nawet lepiej. Moje pokłady odwagi wyczerpały się. – Przybyłyśmy tutaj, aby rozpocząć nowe życie.- jednak gdy tylko na nią spojrzałam, zobaczyłam, że krew z mojego opatrunku ciągle leci.
- Przepraszam, że przeszkodzę królowo, ale moja towarzyszka jest ranna. Mogłybyśmy odłożyć tę rozmowę, puki jej nie wyleczę?
-Oczywiście, zaprowadzę was do komnat, potrzebujesz czegoś?
- Miski, wody, piasku i dużo lodu.

***

                Królowa nie żartowała. Komnata do której nas zaprowadzono pomieściłaby cały mój stary dom i połowę szklarni. Jednak nie dane mi było dłużej przyglądać się wykwintnym dekoracjom, bo Willow zemdlała, a krew dalej się lała. Szybko nalałam wody do miski i zaczęłam to co potrafię najlepiej- leczyć. Wyczarowałam kilka kwiatów mniszka lekarskiego, podarłam je i wrzuciłam do miski. Do mniejszej miseczki wsypałam rumianek i ugniotłam go z piskiem i wrzuciłam do głównej miski.
- Mogłabym prosić o lód? – spojrzałam na królową, która podniosła rękę, na której powstała wielka śnieżka. Zaskoczona zabrałam delikatnie śnieżkę i wsadziłam ją do miski. Ta szybko zaabsorbowała inny stan skupienia i składniki połączyły się zmieniając w zimną, zieloną papkę. Nałożyłam trochę do mniejszej miski i poszłam w stronę łóżka na którym leży moja towarzyszka. Usiadłam delikatnie obok niej i nałożyłam ostrożnie maść na ranie, która w szybkim tempie się wchłonęła, ale wołając jeszcze.
- Wychowałam się niedaleko lasu Berh. Moja rodzina od pokoleń zajmowała się zielarstwem, leczyliśmy samych królów. Jednak gdy skończyłam dwa lata oskarżono moją rodzinę o uprawianie czarów i zabito wszystkich. Rodzice kazali mojej babci zabrać mnie daleko stąd, aby nie spotkało mnie takie samo nieszczęście. Spełniła ich prośbę, a potem wychowała najlepiej jak potrafiła. Jednak niedawno zmarła. W Nasturii byłam uważana za czarownicę, którą trzeba spalić na stosie. – snując moją opowieść dalej nakładałam maść, puki rana nie przestała tak szybko wchłaniać substancję. -   Moim zadaniem jest leczyć, ale i bronić natury. Królowo, pozwól nam tu zostać. Będę ci służyć moją wiedzą i oddaniem do końca życia. – Skończyłam i spojrzałam na nią. Ona jednak uśmiechnęła się do mnie i położyła mi rękę na ramieniu.

- Będziecie tu mile widziane i proszę mów mi Elsa.

_______________________________________

Trochę zaszalałam, ale jak wena przyjdzie to lepiej dać jej upust :-P
proszę  nie żałować z krytyką, bo to tylko motywuje do poprawy ;-)
mam nadzieję, że się wam spodoba i przekazuję wenę oraz pióro następnej osobie ;-D

czwartek, 17 grudnia 2015

7. Nie dam rady tutaj dłużej mieszkać...

3 komentarze:
Aaaaa, przepraszam, że tak długo musieliście czekać,
ale ktoś był mądry i walnął nam próbne matury przed świętami, 
a ktoś jest jeszcze mądrzejszy i przed studniówką....
nieważne, życzę wam miłego czytania
i mam nadzieję, że polubicie Gabrielę. :-)
Zaczynamy się łączyć i dzięki Willow za pomoc ;-)
nie przedłużając, zapraszam na rozdział :-D

***

- Łapać tą wiedźmę! - Oddychaj, tylko spokojnie, ci mili ludzie nic ci nie zrobią…- Na stos z nią!
A może jednak.… Szybko złapałam moją torbę podróżą i wyskoczyłam przez okno. Mam szczęście, że mój pokój jest na parterze. Nikt mnie nie zauważył, więc założyłam na głowę kaptur i spokojnym krokiem zaczęłam kierować się w stronę lasu. Tylko tam mogłam czuć się bezpiecznie, a nikt nie jest na tyle głupi, żeby iść w stronę lasu Berh.
             Według legend, jest zamieszkiwany przez tajemnicze istoty, które potrafią jednym spojrzeniem zabić. Ja wiem, że to nie jest prawda. Wychowałam się w tym lesie tak jak moi przodkowie. Moi rodzice byli wspaniałymi ludźmi, niestety  ich nie pamiętam. Zamarli zanim skończyłam dwa lata. Zajęła się mną babcia i to ona nauczyła mnie wszystkiego o naszej rodzinie i darze, jaki jest przekazywany z pokolenia na pokolenie. Moja babcia, Gertruda, była najlepszą zielarką w Nasturii. Nawet sam król przychodził po lekarstwa do niej, ale od jakiegoś czasu wszyscy patrzą na nas krzywo. Babcia nie potrafiła wytrzymać tych spojrzeń i zachorowała na serce, a ja zostałam sama. Dziś minął rok od jej śmierci i chciałam ozdobić nagrobek jej ulubionymi kwiatami. Każdy zielarz ma swój kwiat „obronny”; dzięki nim żyjemy i mamy większą siłę. Mój to dzwoneczek księżycowy, ulubiony kwiat babci. W naszym domu było zawsze ich pełno, a ja uwielbiałam je dla niej tworzyć. Niestety, gdy tworzyłam kwiaty ktoś mnie zauważył i tak wracam do momentu mojej ucieczki.
            Większość osób myśli, że nadprzyrodzone istoty to same legendy, ale gdy już się je spodka na drodze, to trzeba się ich jak najszybciej pozbyć. To, że czegoś nie znamy nie znaczy, że jest złe! Niestety nie wszyscy podzielają moje poglądy i tak kończy się moje życie w Nasturii. Nie dam rady tutaj dłużej mieszkać, za dużo wspomnień…

***

            Rośliny są jak ludzie, a może nawet prostsze w zrozumieniu. Nie kieruje nimi żądza władzy ani chciwość tylko chęć zdobycia wody i słońca. Nie potrzebne są im pieniądze, ani piękne stroje, bo każdy jest wyjątkowy na swój sposób i umieją to pokazywać, a nie chować. Przez dziewiętnaście lat nauczyłam się wiele o ludziach i roślinach. Dzieli ich głęboka przepaść, która z każdą nowo poznaną osobą robi się coraz większa. Dlatego zdecydowałam się udać do miejsca gdzie magia nie jest czymś dziwnym. Tuż przed śmiercią, babcia opowiadała mi, że w Arendelle żyje królowa, która ma moc lodu. Jej magia jest czymś normalnym, więc może tam będę akceptowana?
            Najszybciej dostać mogę się przez morze, więc udałam się do miasteczka portowego, ale tuż przed wyjściem z lasu zrobiłam parę wiązanek. Może jeśli sprzedam kilka starczy mi na bilet. Stanęłam tam gdzie ludzie handlowali przedmiotami codziennego użytku i zaczęłam zarabiać.
            Jak się okazało, ludzie lubią kwiaty i zarobiłam tak dużo pieniędzy, że starczyłoby mi na dwa bilety. Nie czekając dłużej pobiegłam w stronę jedynego statku, który płynie do Arendelle. Zapłaciłam za miejsce i udałam się na dziób statku, gdzie w oddali widać mój cel.
- Już niedługo będę wolna.- z uśmiechem na ustach poszłam w stronę skrzyń, gdzie było wolne miejsce. Oparłam się o jedną skrzynię, która była zadziwiająco ciepła, aż za ciepła. Szybko odskoczyłam poparzona od skrzyni i w samą porę bo ta zapaliła się niszcząc część ładunków. Nie obyło się bez krzyków paniki innych odgłosów, ale mnie najbardziej zaciekawiła postać, która stała w tym samym miejscu, co wcześniej ciepła skrzynia. Dziewczyna wygląda na co najmniej szesnaście lat, a jej kruczoczarne włosy nie wyglądały jakby ogień ich dotykał.
- No nie, znowu to samo. – nieznajoma spojrzała na mnie przerażonymi oczami, które wydają się nie mieć tęczówki. Nie wiem czemu, ale od razu poczułam do niej sympatię i nić porozumienia. Nie tracąc dłużej czasu pognałam w jej stronę. Chwyciłam ją za rękę i pociągnęłam na przeciwną stronę statku. Miałyśmy szczęście, bo kiedy stanęłyśmy kapitan i reszta załogi wybiegła spod pokładu.
- Dzięki – nieznajoma uśmiechnęła się do mnie, a ja siłą posadziłam ją na pokładzie.
- Podziękujesz jak nie zwalą tego na nas, a teraz siedź cicho i udawaj przerażoną. - usiadłam obok niej i przytuliłam się do niej delikatnie. Tak jak się spodziewałam chwilę później przybiegł do nas jeden z załogi i zapytał czy wiemy coś o tym pożarze. Zaprzeczyłyśmy.
- Dobrze, ale nie przypominam sobie ciebie.- spojrzał na czarnowłosą dziewczynę
- To moja przyjaciółka, miałyśmy właśnie iść zapłacić za jej bilet, ale zauważyłyśmy ogień i się przestraszyłyśmy. - nie wiem, skąd to mi przyszło do głowy, a co najważniejsze jakim cudem odważyłam się na takie kłamstwo! Na szczęście uwierzył nam i zabrał ode mnie zapłatę za rejs nieznajomej.
- Dobra, teraz wielkie dzięki. – uśmiechnęła się do mnie, a ja to odwzajemniłam.

- Jestem Gabriela i myślę, że mamy coś ze sobą wspólnego. – mrugnęłam do niej i wyczarowałam na dłoni mój symbol. Dzwoneczek księżycowy. 
___

Oddaję pióro mądrości i weny następnej osobie 
^.^