Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jack. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jack. Pokaż wszystkie posty

sobota, 23 stycznia 2016

11. NIGDY WIĘCEJ KREWETEK!

13 komentarzy:
Postanowienie - nigdy więcej krewetek. I w ostrym sosie i w łagodnym. A już na pewno nie z pancerzami.
No. To się umawiamy - ja nie jem już krewetek, a wy zapominacie o tym co się stało w jadalni. OK? OK. I koniec tematu.
Kiedy Elsa przyprowadziła do jadalni te dwie dziewczyny, jedna z nich wydała mi się dziwnie znajoma. Aż za bardzo, a kiedy królowa je przedstawiła, przypomniałem sobie ubiegłe lato, kiedy zrywałem ze swoją pierwszą dziewczyną w moim strażniczym życiu.
I właśnie, ta dziewczyna przyjechała do Arendelle. Te same, czerwone włosy i błękitne oczy, jakie zapamiętałem wtedy.
Chciałem do niej zagadać, ale do jadalni wpadł lekarz z wiadomością, że dziewczyna, którą znaleźliśmy przy bramie, się obudziła. Wydawało mi się, że moja pobudka wyglądała identycznie - wiercenie się, gwałtowne senne ruchy i w końcu nagłe wybudzenie z wrzaskiem. Po krótkiej chwili rudowłosa księżniczka zarządziła odwrót do jadalni, bo tu nic nie wywojujemy.
Poproszę puchar za ten suchar.
Rudowłosa została chwilę w tyle, z czego skorzystałem, prosząc Vanessę na stronę. Czerwonowłosa patrzyła na mnie pytająco, krzyżując ręce na czarnym swetrze z rozciągniętymi rękawami.
  - Jeśli przyjechałaś tu żeby mnie odzyskać, to ci się nie uda, Van. - powiedziałem.
Dziewczyna roześmiała się. Siedzący przy stole przez chwilę się na nas popatrzyli.
  - Byłeś moją jedną, wielką pomyłką, Jacky. - nadal się śmiała. - Mam nowy obiekt zainteresowań, a powodu, dla którego tu przyjechałam ci nie zdradzę. Wybacz.
Odwróciła się na pięcie i wróciła do stołu. Poszedłem w jej ślady, ale, kiedy miałem siadać, w progu stanęła Anka. Od razu dostała ode mnie galaretką... znaczy, prawie dostała. Przechyliła głowę, łapiąc talerz i rzucając w swojego chłopaka.
Po chwili rozpętała się istna wojna na żarcie, z której po cichu wymknęła się czerwonowłosa. Jakoś mało się tym przejąłem, byłem pochłonięty rzucaniem klopsami we wszystkich dookoła i pilnowaniem, żeby i ja nie dostał.
Druga z gości, Thalia, wysmarowała sosem od żeberek twarz księżniczki i schowała się pod stołem, skąd zaczęła bombardować nasze nogi kośćmi z tej samej potrawy. Wzleciałem do góry, lądując na żyrandolu. Obserwowałem wojnę, w której nikt nie zauważył mojego zniknięcia, aż królowa postanowiła wrócić do pomieszczenia. Od razu dostała w twarz rejbakiem.
  - Co. Tu. Się. Wyprawia.?! - krzyknęła, strzepując z twarzy starte ziemniaki z boczkiem i kiełbasą.
Księżniczka, jej chłopak i gość stanęli prosto z rękami splecionymi z tyłu. A ja nadal wisiałem na żyrandolu.
***
Po jakimś czasie wszyscy zostali zaciągnięci do komnaty pacjentki na przesłuchanie. Dziewczyna była z początku zdezorientowana, ale zaraz się uśmiechnęła. Nieszczerze, widziałem to. Halo! Strażnik Zabawy, co nie?! [XD]
  - Jak się nazywasz? - zapytała królowa.
  - ..........................Luna... - odpowiedziała dziewczyna po chwili ciszy.
  - A więc, Luno, co ci się stało?
  - Em... napadnięto mnie, tak, tak właśnie... napadnięto. - skłamała.
Pokręciłem głową. Platynka spojrzała na mnie.
  - Czy coś się stało? - zapytała.
  - Nic, królowo, tylko muszę na chwilę wyjść.
  - Dobrze, idź.
Podziękowałem i wyszedłem z komnaty.
Na korytarzu Thalia i Vanessa się wydurniały, ale przeszedłem obok nich obojętnie i rzuciłem się na łóżko w "mojej" komnacie.
---
AVE?
Ble. Rozdział krótki i nijaki, przepraszam!
Ale weny nie było :(
No cóż... next os. z kolejki pisze ;)
Pozdrawiam i 
Pa!
†Infernal Queen†
P.S. Reklama! XD wejdźcie w linka: [link] !! xD

poniedziałek, 23 listopada 2015

3. Zamach na moje życie!

9 komentarzy:
Leciałem sobie spokojnie nad Oceanem Spokojnym, kierując się naprawdę okrężną drogą na Biegun. Mikołaj swoją zorzą przerwał mi zamrażanie Australii, ale co ja poradzę? Jestem tylko mrówką, a North to wyrafinowana królowa i każdy ma się go słuchać!
Na Biegunie wylądowałem około 8:30 czasu polskiego. Nie obeszło się bez kłótni z kochanym Phil'em i przepychanek do drzwi. Strażnicy już się zebrali przy globusie.
  - Witam pracowite mróweczki! I ciebie, najjaśniejsza pani. - ukłoniłem się Świętemu. Jego znudzona mina, czy, jak to inni nazywają, skupiona, się nie zmieniła. Westchnąłem i się podniosłem. - Widzę, że sprawa poważna. O co chodzi?
  - Najpierw, Jack... - staruszek się odwrócił, a Zając strzelił się w łebek.
Po chwili pod moim nosem znajdowała się taca pełna pierniczków.
  - Zjedz ciasteczko. - rozkazał Mikołaj.
  - North, myślałem, że po coś sensownego mnie tu sprowadziłeś... - powiedziałem, szamając trzy chrupiące pierniki na raz. Przełknąłem. - A nie po ocenę swojego nowego przepisu na wypieki. Swoją drogą... za mało czekolady.
  - To jest nasz Jack. - powiedziała Ząbek.
Popatrzyłem na nią pytająco.
  - Piasek śledził Mroka. - zaczął wyjaśniać Zając. - Opowiedział nam, że Mrok planuje przysłać swoich szpiegów, którzy...
  - Czyli żadna nowość, Kangurku. - przerwałem, obracając kolejne ciastko między palcami.
  - ...którzy będą łudząco podobni do nas, bałwanie.
  - Ciastka są zaczarowane. Mają zadanie zdemaskować każdy inny czar. - dokończył Mikołaj. Teraz Piasek zabrał głos.
Nad jego głową zaczęły latać śnieżynki, konie Mroka i czaszka. A na końcu Mrok w sukience.
Ostatni widok Piasek szybko zamienił na nagrobek z moimi inicjałami.
  - Mrok chce mnie zabić. To też normalka. - jeśli chodzi o jego próby unicestwienia mnie, już od dwustu lat się tego nie boję.
  - Sześćset osiemnaście lat jest rokiem, w którym Strażnik jest najsłabszy. Zjawisko to powtarza się potem co jakieś dwieście, trzysta lat. Przeczuwamy, że Mrok chce zatopić pazury na tobie właśnie w tym roku. A nawet w tym miesiącu.
  - I co?
  - Musimy cię ukryć w miejscu szczęścia i miłości. Gdzieś, gdzie Mrok cię nie znajdzie...
Dalej pamiętam jedynie to, że siłą wpakowali mnie do sań Mikołaja, napad na latający powóz i mocne "ała".
A potem się obudziłem z głośnym "nie!". Nie pamiętam nawet, co mi się śniło. Zamiast tego zobaczyłem kompletnie obce mi twarze. W tym jedną, zadziwiająco piękną.
  - Witam drogie panie, szanownego pana i wikinga. Na imię mi Jack. Jack Frost. Mogę wiedzieć, gdzie jestem?
  - Sądzę, że najpierw wytłumaczysz się ty. - rzekła blondynka o turkusowych oczkach.
  - Yyyyy, to tak...
Opowiedziałem im zmyśloną historię o tym, jak lecąc walnąłem w drzewo. Chciałem nie brzmieć jak idiota mówiąc, że Książę Ciemności przeprowadził zamach na sanki Świętego Mikołaja. Chociaż i tak uznali mnie za totalnego psychola z jakimś poważnym zaburzeniem psychicznym. Potem zostawili mnie samego a to, że byłem potwornie zmęczony, pozwoliło mi jedynie klapnąć się z powrotem na dziwnie miękkie łóżko i zasnąć.
I nic mi się nie śniło. Przynajmniej nie pamiętam co, ale tym razem już się z krzykiem nie obudziłem.
Jakaś kobieta w fartuchu przyniosła mi zacne śniadanko. Tosty francuskie i wino. HM... dziwne. Chcą mnie upić już pierwszego/drugiego dnia? Oczywiście wszystko pochłonąłem jak lew, którego głodzili ponad tydzień.
  - Królowa chce się z tobą widzieć. Czy masz na tyle sił, ażeby samodzielnie wstać i udać się do sali tronowej?
Albo jeszcze śnię, albo ktoś mnie przeniósł w czasie. Albo trafiłem do zacofanego miasta... królowe?  I ten śmieszny sposób mówienia i akcent... dziwne.
  - Myślę, że problemu nie będzie. - powiedziałem, wstając.
Kobieta schowała głowę za tacę. Czemu? Przecież spodnie mam, bluzę też...  i co? Kręcąc głową wyszedłem z pokoju i co zastałem? Czerwony korytarz z czerwonym dywanem.
  - Hollywood na pewno tak zacofane nie jest... - mruknąłem, patrząc na czerwoną tkaninę na podłodze. - A teraz idź człowieku i szukaj tej całej sali tronowej...
Po dwóch godzinach błądzenia i włażenia w złe pokoje, stałem przed tą cudowną... znaczy normalną (XD) blondynką. Wypytała mnie szczegółowo o to, kim jestem, skąd jestem, po co tu przyszedłem i inne. Kiwała głową kiedy mówiłem, że jestem Strażnikiem Marzeń, ale wątpiłem, by słuchała, albo brała mnie na poważnie...
---
Kolejna osoba spod opieki Wiki jest podejrzewana o choroby głowy...
Wprawdzie, miała pisać Elsa, ale jakoś tak wyszło, że napisałem ja.
Teraz next osoba z kolejki ;)
-Jack

Jack idiota się pożegnać nie umie:
Pozdrawiam i
Pa!
~Infernal Queen~